JEST
idź do schroniska!
ADOPTUJ ZWIERZAKA!
miaaaaau kronika 2001

Nasza rodzina:
genealogia fotokotki historia kronika kronika 2004 kronika 2003 kronika 2002 kronika 2001 kronika 2000 komentarze Dionizego galeria obrazów
Różne:
koty polne dobre rady filozofia praw zwierząt
Linki:
kocie linki inne linki wyszukiwarki dodaj nasz link
miesiące
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
 
Coraz mniej nadziei na powrót Walentego i Dionizego na ”zimowe leże”. Może znaleźli sobie nowy dom? (koty tak robią). Może wyruszyli na Najdłuższą Z Wędrówek? Nigdy zapewne się tego nie dowiem.

Dokarmiam różne pojawiające się koty z cichą nadzieją, że Dionizego i Walencika też może gdzieś ktoś dokarmia.
Możliwe, że Walenty się znalazł. Być może mieszka 3 domy dalej. To znaczy: prawdopodobnie, bo sąsiad nie był pewny gdyż była szarówka i był dość daleko. Mógł to być Sęp, ale on zwykle w tamtą stronę się nie zapuszcza. Walenty prawdopodobnie mieszka w tunelach foliowych jednego z sąsiadów, a żywi się prtakami i myszami, bo na ptaki to umie polować świetnie.
Sąsiad obiecał dać znać, gdyby zobaczył ”Walentego”.
Dionizy też się nie pokazuje. Ostatni raz był w domu miesiąc temu (patrz niżej). Jednak o niego jestem dość spokojny, bo udowodnił, że umie sobie radzić w świecie. Mam nadzieję, że kiedy się na serio ochłodzi, Dionizy zjawi się w domu na ”zimowy sen”.
Walencik przepadł. Wyszedł z domu 4 października, jeszcze w sobotę był widziany 3 domy dalej, a potem ślad po nim zaginął. Może się obraził o Myszatego i poszedł poszukać sobie innego domu. Poprzedni nie było go 2 tygodnie, więc przeżyć to potrafi. Przynajmniej mam taką nadzieję .Dionizy też się nie pojawia od ostatniej wizyty. Dopóki jest ciepło - Dionizy się nie pojawi. Łudzę się nadzieją, że tak samo jest z Walencikiem.
Dionizy znów się objawił dziś rano. Zeżarł 4 nerki i poszedł spać do miski ze skarpetami nie do pary. Miska jest uwielbiana przez wszystkie koty. Często toczą się o nią walki. Szczególnie zimą.
Po południu poprawił jeszcze dwiema nerkami i wieczorem, kiedy już było ciemno poszedł do swojego tajemniczego rewiru.
Dziś są urodziny ”starych kotów” czyli Dionizego, Sępa, Zochy, Buraczka, Piszczka i moje. Kociska kończą 2 lata.
Kociska!
Wszystkiego najlepszego, samych udanych polowań, dużo tłustych myszy, przyjaznych psów i ludzi, zawsze ciepłej miski i przytulnego domu.
Kiedy piszę te słowa Walenty i Myszaty śpią razem w swoim ulubionym miejscu czyli w pudełku na pdręczne książki i notatki stojącym na komputerze. Kiedy się pobiją, zwalają mi się na klawiaturę.
Dziś nad ranem ponownie pojawił się Dionizy, zmłócił 3 nerki i poszedł. Zastanawiające, że Sęp, który normalnie drze się na każdego dorosłego kocura włącznie z Piszczkiem tym razem nie wydał głosu. To Dionizy ciągle ryczał jak nieduży lew.
Dziś, po półtora miesiąca, pojawił się nad ranem Dionizy. O piątej rano obudziło mnie drapanie w szybę. Było jeszcze ciemno, a drzwi balkonowe były zamknięte, bo był silny wiatr. Wyjrzałem, ale nikogo nie zobaczyłem. Zdecydowałem się jednak otworzyć drzwi i wtedy zaczęło wchodzić coś długiego i czarnego. Po bliższym rozpoznaniu okazało się, że to Dionizy. Zeżarł 4 nerki, poryczał na inne koty jak lew i poszedł. Sraczyk był wystraszony, bo pierwszy raz widział Dionizego.
sraczykOba kociaki już bawią się razem.
Nowy kociak dostał prowizoryczne imię: Sraczyk - to od sraczki. Boję się, że to imię będzie już na stałe, bo prowizorki bywają najtrwalsze ;-)

Tym razem zaaplikowałem lakcid. Cały odbyt ma potwornie opuchnięty. Niestety, aby cokolwiek podać trzeba przedtem stoczyć wojnę. To się tak łatwo pisze: podałem lakcid, ale tak naprawdę to tylko pół laakcidu udało mi się podać, a i tak wyszedłem z tego głęboko podrapany. Myszaty zaczepia kociaka coraz śmielej.
Okazało się, że koteczka ma potworną sraczkę, więc podałem smektę.
Weszła do domu i zaczęła zwiedzać.
Myszaty czyli Myszeczka czyli Gacek rozpoczął wstępne zapoznawanie czyli zaczepia z bezpiecznej odległości. To dla niego wielka okazja, bo nikt się nie chce z nim bawić.
Wesolutki czarno-biały kociaczek zeskoczył z krzaka gotowy do jedzenia. Oczywiście dostał miskę. Wczoraj jeszcze łudziłem się, że to tylko zabłąkany wędrowiec. Dziś jestem już pewien, że to podrzutek. Tak na oko nieco młodszy (właściwie: młodsza) od Myszatego - urodziny w połowie maja. Nie jest czarny tylko czarno-biały. Ma biały gors, strzałkę na nosie, dolną szczękę, brzuszek i częściowo łapki.
Wieczorem, kiedy zszedłem na dół i wołałem koty do miski, przyszedł też mały, czarny kociaczek. Znisłem mu miskę z jedzeniem. Wręcz rzucił się na nie. Najadł się i zniknął.
Dionizy też teraz pojawia się dość regularnie co 2, 3 dni na jedzenie. Napcha się ile wlezie i idzie. Ciekawe, gdzie jest jego teren łowiecki? Wygląda na to, że niezbyt daleko
Walenty trzyma się teraz domu, a właściwie mnie. Zawsze musi mnie mieć w zasięgu wzroku.
Kuracja LAKCIDEM okazała się zbawienna. Walenty młóci jak szalony.

Wyraźnie zmężniał na wycieczce - stał się dorosłym kocurem. Wygląda na to, że każdy kot przechodzi coś w rodzaju inicjacji. Kiedy dorasta - wyrusza na wycieczkę. Jedne z niej wracają, a inne nie.
Walenty nie mógł jeść. Wydaje mi się, że nie jadł albo prawie nie jadł przez całe dwa tygodnie wędrówki. Może zresztą był zamknięty gdzieś przypadkiem. W każdym razie omal nie przypłacił życiem wycieczki. Zaaplikowałem mu LAKCID - 2 ampułki dziennie. Już po pierwszej wrócił mu apetyt, a dzisiaj zjadł jakieś 25 dkg, ale w formie pasztetów. Wyraźnie już się zaokrąglił.
Walenty wrócił!!! Po, prawie co do minuty, 15 (piętnastu!!!) dniach o godzinie 2.55 wrócił do domu strasznie wychudzony i głodny, ale nadal wybredny. Nie chciał jeść nerek, nie chciał kitiketu, łaskawie zjadł trochę sucharków darling. Za to zjadł spory kawał najzwyczajniejszej zwyczajnej.
Radość wielka. Już położyłem krzyżyk, już zaprzestałem poszukiwań. Po cichu jednak wierzyłem. I stało się. Najukochańszy kocur wrócił!!!
[Historię poszukiwań wydzielę w osobnej podstronie]
Zdarzyła się rzecz zdumiewająca! Mały kociaczek pobił Sępa Sęp warczał na kociaczka odganiając go w ten sposób od miski. W pewnym momencie mały podskoczył do karku Sępa i wpił, a raczej usiłował wpić ząbki w skórę na karku Sępa. Wielki, 10 razy większy kocur zareagował machnięciem łapą, ale bez większego przekonania. W odpowiedzi mały powtórzył atak jeszcze 3 razy. Bojowy kociak.
Niestety, poszukiwania Walentego nie dały rezultatu. W tunelach u sąsiada go nie było. Nie mogę poszerzyć kręgu poszukiwań, bo to już będą kilometry kwadratowe. Ogłoszenia w lokalnym radio też nic nie dały. Wierzę, że Walenty udał się na wędrówkę, tak jak w zeszłym roku Dionizy, który wrócił po 3 miesiącach.
Dzisiaj nastąpił przełom w poszukiwaniach. Rano zadzwoniła do mnie sąsiadka z wiadomością, że Walentego widziano kilka posesji dalej. Nikt się oczywiście nie pofatygował poinformować. Wieczorem zacząłem przesłuchania sąsiadów. Wynikło z nich, że Walenty najprawdopodobniej przebywa w tunelach ogrodniczych dwa domy dalej. Niestety, kiedy przyszedłem do sąsiada właśnie kładł się spać, ale 3 rano będzie już w ogrodzie. Oby to był Walenty i oby udało mi się go wywołać.

Walenty najprawdopodobniej obraził się o małego kociaka, który zabrał mu miejsce do spania przy moim policzku. Koty są bardzo drażliwe. Mam nadzieję, że cała historia dobrze się skończy. Trzymaj kciuki!
Walentego nadal nie ma
zaginiony WalentyZaginiony Walenty en face
i z profilu:

Walenty nadal nie wrócił - rozwiesiłem ogłoszenia
sobota, 23 czerwca - sprawozdanie z postępów adaptacji kociaczka.
Mały kociak adaptuje się już całkiem nieźle. Sęp na niego nie wrzeszczy jeśli tylko trzyma się na właściwy dystans. Króliczek pozwala mu jeść z tej samej miski, Zocha niezmiennie na niego warczy, a Piszczek go nie dostrzega.
piątek, 22 czerwca - ekspertycja poszukiwawcza
Postanowiłem wybrać się nad ranem na poszukiwanie Walentego, bo wtedy koty polują. Wyszedłem z domu ok. 4.00, przeszedłem przez ogród wołąjąc. Po drodze dołączyły do mnie Królica i Zocha a za Króliczkiem przyplątał się wiecznie napalony Piszczek.
Szliśmy wzdłuż rzeki w wysokiej na 2 metry mokrej trawie. Koty myszkowały po bokach, a ja wołałem Walentego. Po jakichś 100 metrach dołączył do nas Sęp wyłażąc gdzieś z boku, spomiędzy porzeczek sąsiada.

Po dałszych 200 metrach spotkaliśmy wędkarza. Porozmawiałem z nim trochę, a reszta ekspertycji trzymała się na przyzwoity dystans. Dowiedziałem się, że miał kotkę syberyjską, która żyła 16,5 roku, a kiedy zmarła - płakał.
Dalej poszedłem już sam, wędkarz okazał się zbyt wielką przeszkodą dla reszty towarzystwa. Zrobiło się już całkiem widno i ptaki, których jest nad rzeką całe mnóstwo - w tym kaczki i bażanty, zaczęły się drzeć jak opętane. Trudno je było przekrzyczeć. Niestety Walentego nie znalazłem.

Najbardziej obawiam się tego, że został przypadkiem zamknięty w jakiejś komórce i tam zemrze z głodu i pragnienia. Szybka śmierć tak, to śmierć wojownika. Nawet pod samochodem. Ale taka powolna męka to nikomu nie powinna się przydarzyć.
Dziś wieczorem Piszczek pogonił Sępa aż ten wskoczył na szafę na schodach. I to wcale nie były żarty. Nie wiem co się dzieje. Wszystkie kocury chodzą podniecone i podenerwowane.
Właściwie to już piątek, godzina 2.35, a Walenty nadal na wycieczce. Chodziłem do sąsiada, bo ma rozległy ogród, gdzie podobno zbierają się koty. Był jakiś taki nieprzyjemny, jakby to miał być pretekst do inwigilacji albo co? W końcu się zgodził abym poszukał Walentego. Nic z tego, bo psy biegały po podwórku. Walenty, jeśli był, to na pewno by nie wyszedł.
Właśnie o 23.00 widziałem jak 3 kocury, w pełnej zgodzie, szły nieśpiesznie od strony torów, przez ulicę i dalej chodnikiem w stronę mostu.
Możliwe, że szły na kocie zebranie.
Co jakiś czas koty zbierają się nocą w jednym miejscu, siadają kołem i siedzą tak całą noc. Potem się rozchodzą. Nikt nie wie po co to robią.
Walenty wyszedł dziś w nocy około 4.00 rano i dotąd, czyli do 2.30 w czwartek nie powrócił. Od grudnia zeszłego roku mu się to nie zdarzyło. Zwykle kiedy się budziłem spał na łóżku. Niepokoję się, bo jest mały i nigdy na tak długo się nie wypuszczał.
Adaptacja kociaczka postępuje, chociaż opornie. ”Stare” koty już na niego nie warczą na odległość, ale z bliska, a potem obwąchują dokładnie bez warczenia i odchodzą spokojnie. Może się zaadaptuje. Pewnie w życiu nie widział tyle kotów na raz. W każdym razie rezonu nie traci.

Z mojej strony, na dobry początek zrobiłem mu galerię fotek.
Walenty ma niesamowitą zdolność zaprzyjaźniania się z obcymi kotami. Wcześniej zaprzyjaźnił się z kocurem, który przychodzi na dożywianie, teraz zaprzyjaźnił się z kociakiem. No może za dużo powiedziane, ale już nie próbuje się do niego dobierać i pozwała bawić się swoim ogonem. Reszta kotów - bez zmian.
Czyżby miał to być ósmy kot, a właściwie byłoby nas już 8 i 3/4 kota!!!
nowy kociakDziś wieczorem przyniesiono mi maleńkiego, burego kocurka. Podobno jakiś facet szedł ulicą z kotami w torbie i wrzucał koty w bramy. Ten kociak trafił do mnie na przechowanie, ale pewnie skończy się na tym, że już zostanie. Na razie jest bardzo płochliwy.
Walenty potraktował go jak kocicę i maltretował nieustannymi próbami zrobienia swojej roboty. Musiałem bronić mkociaka, bo rozpaczliwie piszczał.

Pozostałe koty prychają i warczą na kociaka.
Króliczek po kontroli u weta.
Czuje się już dobrze. Dostała jeszcze jeden zastrzyk.
Króliczek od dwóch dni była bardzo osowiała, nie chciała jeść, a w końcu odseparowała się od wszystkich i siedziała skurczona. Dużo też piła wody.
Skończyło się wizytą u weta. Okazało się, że Królik ma 40st. gorączki i zapalenie oskrzeli. Dostała 2 zasterzyki antybiotyków.
Walenty Dyndas-Kocurek okazał się znakomitym myśliwym. Złowił dziś rano dwa ptaszki i pożarł. Zostały tylko pióra ze skrzydeł i łapki. Pewnie, że szkoda mi ptaszków, ale natura kocia jest taka, że poluje. Dla mnie, w odniesieniu do Walentego jest to akurat znak, że wyzdrowiał. Jeszcze wczoraj byłem z nim u weta, bo nie chciał jeść, a tu proszę - myśliwy.Co prawda wet orzekł, że jest już zdrowy, ale jednak podejrzewałem, że nie całkiem.
Zocha obchodziła 15 maja imieniny. Życzymy Ci, Zocho wielu udanych sezonów - reszta rodziny i gospodarz.

Od pewnego czasu pojawił sie u mnie nowy stołownik, bury podpalany kocurek znacznie mniejszy od moich kocurów. Wydawało mi się, że jest młody, ale nie - ma już parę lat. Prawdopodobnie jest to tatuś Buraczka.
Na początku był chudy i zmechacony. Teraz jest gładki i błyszczący. Absolutnie się nie boi. Zjada to co mu wyniosę i przychodzi dopchnąć z kocich misek w domu. Kiedy już się naje tak, że wygląda jak kotka w ciąży, układa się na moim łóżku i śpi przez pół nocy. Potem znika.

Z całej rodziny nie tolerują go ”stare” kocury oczywiście i Zocha. Za to jest w doskonałej komitywie z Buraczkiem, Króliczkiem i, o dziwo!, z Walentym.
Ponieważ nie tylko się stołuje, ale i przesypia w domu nawet i całą noc to przyjąłem, że jest to jakieś 3/4 kota. Stąd wychodzi mi, że mam teraz 7 i 3/4 kota.
piątek, 20 kwietnia
Walenty Kocurek zyskał nowy przydomek - nazywa się teraz Walenty Dyndas-Kocurek
Dlaczego Dyndas?  Dlatego
Po 5 dniach antybiotyków Walenty jest już zdrowy i odbija sobie głodwanie jedząc co godzina albo jeszcze częściej.
Walenty niestety musiał się dziś udać powtórnie do weta. Z dnia na dzień jadł coraz mniej, a od 2 dni prawie nie jadł. Bolały go dziąsła, a żel, który dostał (SACHOL)wyraźnie mu je drażnił.
Okazało się, że ma jeszcze resztki zapalenia oskrzeli, nie ma gorączki, ale musi brać antybiotyk.
Dziś (wtorek) zjadł już 3/4 swej normalnej porcji, czyli 30dag, sierść zrobiła mu się znowu miękka i jedwabista.
Następna wizyta w czwartek.
SępDziś zmieniło się przywództwo w rodzinie. Sęp został szefem na miejsce Dionizego. Stało się to w ten sposób, że Dionizy chciał zabrać się do jedzenia wtedy, kiedy pożywiał się Sęp. Dostał łapą i uciekł, a Sęp pogonił za nim do pokoju. Po chwili Sęp wrócił i zabrał się do jedzenia. Dionizy też wrócił, ale cierpliwie czekał, aż Sęp skończy.
niedziela, 25 marca
sniegśnieg, koty śpią - krótka historyjka obrazkowa

Dziś, o 23.00 zadzwonił do mnie sąsiad, że mojego kota pogryzły bezpańskie psy wałęsające się po naszej okolicy. Sąsiad psy odpędził.
Natychmiast pognałem na miejsce zbrodni. Widzę: pod skrzydłem bramy leży na boku kocur i ani w tę ani w tę - utknął. Psy goniły go, a on ze strachu wpadł pod niewłaściwe skrzydło. Pod sąsiednim było wystarczająco dużo miejsca, aby się prześlizgnął.

Chcieliśmy go wyciągnąć, ale nie dał się dotknąć. W końcu uniosłem jednak trochę skrzydło bramy i kocur śmignął pod stojący samochód. Oglądając go gdy leżał stwierdziłem, że ma trochę krwi na nosie, ale to mógł się podrapać o bramę. Nie widać było, aby był pogryziony do krwi. Mam nadzieję, że nie ma żadnych obrażeń wewnętrznych. Kiedy uciekał kulał na prawą tylną łapkę. Nie było mowy, aby go wyciągnąć spod samochodu. Lepiej zresztą, aby ochłonął w spokoju z szoku.

Zmartwiłem się bardzo, bo ten kocur od 2 lat mieszka w naszej komórce i dokarmiam go raz dziennie resztkami z posiłków mojej kociej rodziny (jest całkiem tłusty) i zżyłem się z nim przez te lata.

Mam nadzieję, kocurze, że nic poważnego ci się nie stało.
Walenty Kocurek był od dwóch dni jakiś taki osowiały. Mało się bawił. Prawie wcale nie jadł. Nawet swojego ukochanego Whiskas-Junior. Trudno, zapakowałem w torbę przy energicznych protestach Walentego i zaniosłem do weta.

Okazało się, że Kocurek ma zapalenie oskrzeli i zapalenie przyzębia. Dostał 2 zastrzyki, które zniósł bardzo dzielnie( zupełnie jak ja ;-)). Miał też smarowanie dziąseł. W drodze powrotnej nie wyrywał się już z torby, ale ciekawie wyglądał z niej na świat.

Dzisiaj już młócil żarcie tak, że nie mogłem nadążyć mu nakładać. Tylko ze smarowaniem dziąseł trudno idzie, bo nie ma mi go kto przytrzymać. Jak się ma koty, to trzeba mieć conajmniej 5 rąk.
Kot jak małpa potrafi pomóc sobie ogonem schodząc po gałęziach. Widziałem na własne oczy. Zocha schodziła z balkonu po winorośli. W pewnym momencie, kiedy zaczęła się ześlizgiwać, koniec ogona zawinęła na chwilę wokół gałązki. Trwało to moment (ogon widocznie nie jest bardzo chwytny), ale pozwoliło jej to na odzyskanie równowagi.
Walenty KocurekKociunio zmienił dzisiaj imię. Nazywa się teraz Walenty Kocurek ale nie na cześć Walentynek (w każdym razie pośrednio), a na cześć kościelnego Walentego Kocurka.

Otóż telewizor pokazał w walentynkowym dzienniku odpust w jakiejś wsi na św.Walentego i zaprezentował kościelnego z tej wsi. Nooo, zgadnijcie? Tak, tak - Walentego Kocurka. I właśnie w ten sposób Kociunio zyskał nowe imię.
Wstałem jak zwykle bladym świtem około południa. Przetarłem oczka, i co widzę? Zocha dobiera się do Dionizego jak prawdziwy kocur. Złapała zębami za kark i dalej odstawiać kocura. Dionizy znosił to ze stoickim spokojem. Ponawiała próby kilkakrotnie.
Tak sobie myślę, że miała to być zachęta do igraszek. Niestety, nie trafiła kocurowi w fazę. Było to jednak dla mnie sygnałem do wznowienia podawania pastylek antykonc.
strona główna - po co to? - koty i inni - genealogia - fotokotki - galeria obrazów - kronika - historia - archiwalne komentarze Dionizego - koty polne - nasi goście - dodaj nasz link - kocie linki - inne linki - wyszukiwarki - co nowego? - mapa strony - księga gości - miauknij do nas
© Copyright 2000-2017, all rights reserved, design and  webmaster: seven-cats.com