Jak wiecie jestem znanym podróżnikiem naszej kociej rodziny. Zdeptałem już niejedną ścieżkę, przelazłem przez niejedną dziurę w płocie i wymknąłem się niejednemu psu i złośliwemu człowiekowi. Jednak boję się, że nie wymknę się interesownej złośliwości szacownych ludzkich przedstawicieli.
Oto uparli się oni, aby zniszczyć nasz wędrowny lud chadzający własnymi drogami od zarania dziejów, od czasów Tangalora Ognistej Stopy. I to zniszczyć w okrutny sposób.
Chcą oddać bezpańskie zwierzęta straszliwej śmierci na torturach w laboratoriach dla dobra ludzkości, w zbożnym celu.
W rzeczywistości chcą zaskarbić sobie głosy wyborcow w nadchodzących wyborach. Że niby to tyle zrobili, aby usunąć bezpańskie zwierzęta - ten wstydliwy dla rodzaju ludzkiego problem. W końcu to tylko zwierzęta. Poza paroma zwariowanymi miłośnikami zwierząt nikt rozpaczać nie będzie.
Bardzo się jednak oszukają. Bezpańskich zwierząt na pewno nie ubędzie, za to rozpowszechnią się kradzieże psów i wyłapywanie takich wędrowców jak ja, bo przecież nie nosimy etykiet, że mamy swoich ludzi, którzy nas karmią, leczą i kochają. Im też sławetni posłowie chcą zafundować rozpacz po stracie ukochanych zwierzaków. Nie mówiąc o plagach myszy dręczących mieszkańców blokowisk, kiedy nas zabraknie. Szczęśliwych łowów Panie i Panowie.
Byle lump będzie na nas polował, aby sprzedać za flaszkę dykty czyli denatury. Łatwiej jednak będzie ukraść ufnego pieska z czyjegoś ogródka niż bezpańskiego psa, który ucieka i jeszcze na dodatek może ugryźć albo być wściekły.
Już wyobrażam sobie te sceny wyłapywania niewinnych urągające wszelkiemu humanitaryzmowi.
Kończąc życzę rozsądku przy ostatecznym głosowaniu i apeluję do Prezydenta Ludzi, aby, jeśli stanie się najgorsze wykazał się większym szacunkiem dla starszych braci (wszak zwierzęta istnieją na świecie dłużej niż ludzie).