JEST
idź do schroniska!
ADOPTUJ ZWIERZAKA!
miaaaaau koty polne - kronika

Koty polne:

home fotki wiadomości z placu
Różne:
koty polne dobre rady filozofia praw zwierząt
Linki:
kocie linki inne linki wyszukiwarki dodaj nasz link
2004
grudzień listopad sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2003
grudzień listopad sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2002
grudzień listopad sierpień lipiec czerwiec maj styczeń
 
5 sierpnia 2004    Szatan mi wybaczył!!!
Dzisiaj, kiedy o 11.00 pojechałem zawieźć miskę Dionizemu, pojawił się również Szatan!!! Jak gdyby nigdy nic przyszedł do mnie i zabrał się do jedzenia. Ale już nie było pomiaukiwania, ocierania się. Same interesy.
Wybaczył mi, ale nie ze wszystkim :(((
16 lipca 2004    Szatan nadal mnie omija
Szatan chyba się do mnie uprzedził. Kręci się po okolicy, podobno przychodzi na miskę ale zawsze wtedy kiedy mnie nie ma. Pewnie uważa mnie za przyczynę swoich nieszczęść :(((
2 lipca    Szatan się odnalazł!!!
Szatan się odnalazł. Przyszedł do Pani Ani, która teżlubi zwierzęta i opiekuje się wieloma bezdomnymi. Kamień spadł mi z serca, bo obawiałem się, że przytrafiło mu się coś złego, o co w tej dzielnicy nie trudno.
27 czerwca 2004    Szatan nigdzie nie ma
Nie wiadomo ci się z nim stało. Nikt go nie widział, nigdzie się nie przemknął. Jakby się zapadł pod ziemię ze wstydu za taki ogon. Ciągle dręczy mnie sumienie...
2 czerwca 2004    Szatan nie pojawia się
Szatan nadal nie pojawia się na misce. W sobotę widziała go sprzedawczyni w szmateksie, wczoraj rano pewien mały pijaczek.
29 maja 2004 -     Szatan się nie pojawił
Szatan nie pojawił się dzisiaj na misce. Byłem bardzo zaskoczony. Zwykle był aż za punktualny. Może się obraził...
28 maja 2004 -     Szatan z przygodami wrócił do siebie
Szatan oczywiście był u mnie w domu. Znowu jeden pokój miałem wyłączony z normalnego obiegu. Siedział dość wystraszony na telewizorze i schodził głównie do miski i załatwić się do kuwety (b.czysty kot!). Nie wykazywał też żadnej ochoty do powrotu "do siebie". Wczoraj wieczorem przez zapomnienie zostawiłem uchylone drzwi. Rano Szatana nie było. Pomyślałem, że jednak zdecydował się wrócić do siebie.

Dopiero pod wieczór zwróciło moją uwagę to, że wszystkie koty b.interesują się daszkiem nad drzwiami wejściowymi. Widocznie któryś spadł na niego. Wziąłem drabinę i wystawiłem na daszek (z wnętrza domu), wylazłem i widzę coś czarnego skulonego na daszku. Myślałem, że to Srakoć vel Księżniczka. Podnoszę do góry, a to mi się wije w rękach i zorientowałem się, że to Szatan. Z trudem udało mi się nie wypuścić go z rąk i postawić na parapecie. Na pewno ryzykowałem moje zdrowie ale dla jego życia, bo mogłem go wypuścić na ziemię. Szatan pognał do ogrodu, w chaszcze. Usłyszałem jeszcze tylko krótki kwik atakowanego kota (nie wiem, czy to on atakował, czy jego) i to wszystko.
26 maja 2004 -     Dopadłem Szatana, już po operacji
Dopisało mi szczęście: Szatana spotkałem koło budynku Straży Miejskiej i OSP na Floriana. Zwabiłem na żarcie, wpakowałem do koszyka i zawiozłem (ok. 10.00 rano) do Weta. Wet odwiózł mi śpiącego Szatana ok. 12.20. Oczywiście wylądował u mnie w domu. Nadal jest zamknięty w koszyku, aby gdzie nie polazł jak jeszcze będzie kołowaty.

Nawiasem mówiąc polecam plastikowe owalne koszyki z dziurkami i pokrywką dzieloną na pół zamykaną na zatrzaski - bardzo dobry koszyk transportowy dla kota, i tani: ok. 20 zeta.
24 maja 2004 -     Wet zgodził się wykonać operację
Szatan przychodzi na miskę z obeschniętym już ogonem. Wygląda to okropnie. Wet (Lecznica Małych Zwierząt - le.wet.Zbigniew Mozga) powiedział, zę jego to potwornie boli przy każdym dotknięciu, bo praktycznie rdzeń pacierzowy jest na wierzchu. Zaoferował się, że zrobi za darmo operację obcięcia i zaszycia ogona nieszczęsnemu Szatanowi. Jak tylko uda mi się go złapać.
21 maja 2004 -     Szatanowi ktoś (coś) obdarło ogon ze skóry i mięsa
Szatan przyszedł dziś na poranną miskę z ogonem obdartym ze skóry i mięsa do gołej kości, jeszcze mokrym na długości ok. 1/3. Gospodarz napadł na faceta, który z polecenia właściciela porządkował Plac i - oczywiście - wyrzucił kocie miski. Myślał, że również spowodował np. kosą obdarcie ogona. Chyba jednak niesłusznie napadł.
Szatan vel Paskuda (ale wcale nie jest paskudą)
17 maja    Właściciel placu szykanuje
Właściciel placu znowu szykanuje Gospodarza. Kiedy Gospodarz pojechał o 23.00 nakarmić koty, nie zastał żadnych misek. Wszystkie zniknęły. gospodarz jest zawsze na to przygotowany, więc po prostu postawił nowe. Szkoda, że właściciel placu nie dba tak o usuwanie śmieci, które wrzucają mu dobrzy ludzie. Pełno tam folii, puszek po piwie i butelek, a także zeszłorocznego zgniłego siana. Przeszkadzają mu jednak dwie miski z jedzeniem 2 razy dziennie zmieniane i miseczka z wodą. Teraz kolej na Gospdarza, aby doniósł do straży miejskiej.
30 kwietnia    Bilans zimy
Bilans zimy wypadł tragicznie. Z pięciu kotów, które żyły w okolicach placu i przychodziły na miskę jeszcze w początkach listopada 2002 zostały dwa kocury: Dionizy i, podobny do niego, młody czarny kocurek bez imienia (prawdopodobnie syn Dionizego).
  • Rudi zaginął w nocy 11/12 listopada lub 12 listopada rano. Gospodarz podejrzewa, że ktoś go zabił dla futra. Według ludu kocie skórki "dobre są na zapalenie korzonków".
  • Staroć zmarła prawdopodobnie śmiercią naturalną.
  • Srebrna zmarła z powodu choroby nie dość wcześnie rozpoznanaej przez Gospodarza. Na swoje usprawiedliwienie Gospodarz ma to, że nikt inny również nie rozpoznał choroby. Srebrna głównie żywiła się sucharkami, a wtedy koty piją sporo wody. Niestety, przyczyną była choroba. Sąsiadka znalazła na podwórku martwą Srebrną...
6 lutego    
W ogóle Gospodarz nie ogląda kotów. Podjeżdża, stawia miski, woła, czeka... Nikt nie przychodzi. Odjeżdża. Przy następnym razie miski są puste. Wtedy stawia nowe, pełne, woła, czeka, itd. itp...
Oby nic się nie stało.
6 lutego    
Gospdarz nie zabrał Srebrnej do weta, bo się nie pokazała do tej pory. Albo ma cieczkę, albo...
2 lutego    
Kociczka Sebrna chyba jest chora, nie chce jeść, pije wodę. Kiedy ją wziąłem na ręce okazała się lżejsza od 4-miesięcznego kociaka (wprawdzie jest nieduża, ale zawsze). Chyba ją wezmę jutro do weta( dziś niedziela wieczorem).
3 grudnia    śmierć Staroci
Stara czyli staroć nie stawiła się na miskę ani rano ani wieczorem. Gospodarz zaczął się rozglądać za nią, bo była chora (oprócz astmy). Po drugiej stronie ulicy zauważył coś co wziął za starą plastikową torbę. Niestety, bo bliższym przyjrzeniu się stwierdził,że to Stara już sztywna. Być może to, co rano wziął z daleka za plastikową torbę poruszaną wiatrem było umierającą Starocią. Gospodarz pochował Staroć w swoim ogrodzie pośród innych zmarłych kotów.
Zima nie jest łaskawa dla starych i chorych. Młodzi i zdrowi powinni o tym pamiętać.
Rudi nigdy więcej się nie pokazał. Poszukiwania i wypytywanie innych ludzi nic nie dały - nikt go nie widział. Żywego ani martwego.
Pozostaje nadzieja, że któraś z wahających się osób zobaczyła fatalnie kulejącego Rudiego, zlitowała się i zabrała go do domu. Taką Gospodarz ma nadzieję. Przywiązał się do Rudiego. Ale jeśli ma dobrze to go jednak cieszy.
Rudiego nadal nie ma. Gospodarz traci nadzieję. Brakuje mu Rudiego zawsze wiernie czekającego na miskę i Gospodarza. Może zreszta tylko na miskę.
wtorek, 12 listopada    Rudi znikł
Dziś, około 10.30, kiedy Gospodarz przyjechał z pełnymi miskami, nie zastał Rudiego, który zwykle czekał do oporu na miskę i pałaszował ogromne ilości. Gospodarz pocieszył się, że czasami Rudiego nie było przez jeden lub dwa dni.
Rudi wieczorem fatalnie kulał. Cierpi na reumatyzm i przy takiej pogodzie (plucha, zimno) bardzo cierpi. Przydałby mu się ciepły, spokojny dom, bo jest już stary jak na ulicznego kota - ma ok. 8 lat. Dwie osoby poważnie rozważały wzięcie go do domu. Rudi jest bardzo spokojny. Gospdarz nie może go wziąć, bo w domu jest potężny Myszat, który by go rozdarł na strzępy, a przynajmniej wypędził.
sierpień    umierający Rudi (Rudas vel b-Rudas)
W połowie sierpnia Rudi zniknął na tydzień. Po tygodniu pojawił się potwornie wychudzony, ledwie się wlókł. Próbował jeść i nic mu nie wchodziło. Powstała teoria, że został otruty, ale innych objawów nie miał. Weterynarz, którego radził się Gospodarz powiedział, że to może uczulenie i za 2 dni samo powinno ustąpić. Gospodarz odczekał tylko 1 dzień i zapakował Rudiego w samochód (Rudi wcale się nie bronił) i zawiózł do weta.
Okazało się, że Rudi ma potężny wrzód na dziąśle i prawie już pada z głodu. Dostał antybiotyki, zastrzyki wzmacniające itd., itp. Zniósł to b.spokojnie.
Na 3. dzień Rudi jadł już całkiem nieźle. W samochodzie trochę protestował (przezornie Gospodarz wziął kolegę do pomocy). U weta narobił krzyku, ale nie bardzo się wyrywał.
Następnego dnia młócił żarcie b.dobrze.
Kiedy wsiadał do samochodu następnym razem kolega Gospodarza musiał go mocno trzymać. U weta zachował się jak prawdziwy kocur czyli protestował i nie poddał się bez walki. Po następnych 2 dniach był zdrów jak ryba.

Najlepsze na koniec: cały ten tydzień, gdy zniknął leżał w łazience hurtowni pewnej pani, która podobno lubi zwierzęta. Nie pomyślała ani przez chwilę, by pójść z nim do weta.
niedziela, 28 lipca    koniec grzybicy Dionizego
W czerwcu donosiłem, że Dionizy ma wyłysienie na karku. Otrzymany Fungiderm pomógł! Dziś, po kilkakrotnym spryskaniu w odstępiach ok. 5-dniowych karku Dionizego po łysinie nawet ślad nie został. Dionizy ma piękne czarne, błyszczące futro.
Dziś do miski na placu przyszedł Rudas vel B-Rudas (bo był czas, że brudny był okropnie). Nażarł się tak, że wyglądał jak kotka w ciązy. Po napchaniu się (trudno to inaczej określić) dostojnie zaczął przechodzić przez ulicę. W obawie o jego zdrowie złapałem i przeniosłem do "jego" ogródka (zwykle tam przebywa). Trochę się wyrywał, ale przynajmniej bezpiecznie dotarł :)
Tydzień temu, na karku Dionizego zauważyłem wyłysienie. Poszedłem do weta (sam, bo Dionizy nawet mnie nie ufa na tyle, aby dać się złapać). Z przedstawionego opisu wynikło, że to może być jakiś liszaj, grzybica. Dostałem Fungiderm z zaleceniem spryskiwania zakażonego miejsca co 5 dni. Pierwsze spryskiwanie tak obraziło Dionizego, że porzucił niedojedzoną miskę i poszedł. Drugi raz wypadał wczoraj rano, ale Dionizy nie przyszedł :( Wieczorem ja zapomniałem wziąć ze sobą lekarstwo. Dziś rano znowu Dionizego nie było :(
Trudne jest życie gospodarza wędrownych kotów :( ;-)

Pomimo wszystko wydaje mi się, że już po tym pierwszym razie jest poprawa :)
poniedziałek, 3 czerwca    Uwaga!!!!! Kleszcze!!!!!!
Uwaga koty wychodzące!
Od jakiegoś tygodnia zaczęły pojawiać się kleszcze. Po powrocie kota ze spaceru należy dokładnie przejrzeć skórę i usunąć kleszcze pincetą. Przegląd skóry jest bardzo prosty: głaskanie. Najczęściej kleszcze czepiają się karku i szyi.
Odkąd znalazłem Dionizego na pustym placu codziennie, a teraz nawet 2 razy dziennie dostarczam tam wodę i jedzenie. Oczywiście, nie tylko Dionizemu, ale i wszystkim przychodzącym tam kotom.
Niestety, właścicielka tego placu jest temu przeciwna chociaż go nie używa. Podobno robimy nieporządek (koty dokarmiają też inni ludzie). Mnie, przez posły, grozi sądem. Chyba, że chce się ośmieszyć.
Jednak są inne, gorsze niebezpieczeństwa: ”młodzież szkolna” wchodzi przez płot i goni te koty do upadłego. Tak mało nie zagonili pięknego rudasa, bo jest zbyt ufny i nie chował się zaraz po zjedzeniu.

Nie widzę też 2-3 kotów. Albo ktoś je zabił, albo tak odstraszyl, że wyniosły się gdzie indziej.
piątek, 25 stycznia - Dionizy się znalazł!!!!! :)))))
Tydzień temu odnalazł się Dionizy. A ja go już spisałem na straty.
Przechodziłem obok pustego placu koło targowiska i kogo moje oczy widzą? Dionizego. Kiedy zawołałem natychmiast mnie poznał i odezwał się. Od tamtej pory noszę mu codziennie rano, ok.9.30 jedzenie. Dionizy nie zwsze się zjawia.

Powinienem był wiedzieć, że Dionizy to kocur zaprawiony w wędrówkach.

Prawda jest też taka, że na trasie jego wędrówki do domu zaczęto układać rury kanalizacyjne i hałas koparek pracujących od rana do nocy i pomp pracujących okrągłą dobę wystraszyły skutecznie Dionizego.

Teraz mam dylemat: zabrać go do domu, czy nie? Obawiam się, że zbyt długo już był poza domem. Może wystawię go na większe niebezpieczeństwo zabierając go ze sobą?
Na razie nie daje się podejść tak, abym mógł go pewnie złapać.
strona główna - po co to? - koty i inni - genealogia - fotokotki - galeria obrazów - kronika - historia - archiwalne komentarze Dionizego - koty polne - nasi goście - dodaj nasz link - kocie linki - inne linki - wyszukiwarki - co nowego? - mapa strony - księga gości - miauknij do nas
© Copyright 2000-2017, all rights reserved, design and  webmaster: seven-cats.com