miaaaaau koty polne - home
Koty polne:

home fotki wiadomości z placu
Różne:
koty polne dobre rady filozofia praw zwierząt
Linki:
kocie linki inne linki wyszukiwarki dodaj nasz link
Wszystko to zostało tu spisane dla pomocy tym, którzy mają podobne problemy

koty polne


Stara Rudi Rudi - ostatnia fotka 29.09.2002 Srebrna Dionizy plac

Sprawa ciągnie się już od paru lat

Na pustym placu niedaleko targowiska zamieszkują koty. Jest ich 4 albo 5. Trudno określić, które mieszkają na stałe, a które tylko przychodzą podjeść sobie lub dla towarzystwa.

Dawniej kotów było więcej, ale dobrzy ludzie systematycznie je zabijali, a to ręcznie (i nikt im za to nie zapłacił, a przecież wydatkowali energię), a to trucizną (tacy byli spolegliwi: ponieśli koszty). Ostatnią ofiarę - małą, buro-żółtą kociczkę dorwali w czerwcu.

Na placu znajdują się 2 garaże i rozwalony sracz. Idealne miejsce na gniazda gryzoni. Tym bardziej, że w pobliżu jest targowisko, gdzie wielkość szczurów dochodzi do długości przedramienia dorosłego człowieka (wliczając ogon szczura).

Właścicielka placu (nazwisko i bliższe dane identyfikacyjne przemilczę) konsekwentnie szykanowała osoby dokarmiające te koty. Groźby wypisywane na kartkach przypiętych do płotu, wyrzucanie misek do śmietnika, groźby pozwania do sądu. Ludzie dawali się zastraszyć i rezygnowali. Zaznaczam: właścicielka nie korzysta z tego placu.

Traf chciał, żę Dionizy - słynny kocur-podróżnik wylądował na tym placu i zimą zobaczył go tam Gospodarz. Oczywiście, zaczął mu przynosić jedzenie. A jeśli Dionizemu to i pozostałym. Miał je może odpędzać?

Sielanka trwała parę miesięcy. Gosodarz karmił, Dionizy oraz reszta bandy jedli. Jednak żadna sielanka nie trwa wiecznie. Właścicielka znowu zaczęła grozić, wyrzucać miski, Gospodarz przynosił nowe itd. itp.

Właścicielka w końcu zagroziła sądem!!!

Miski nadal były wyrzucane od czasu do czasu, ale nikt nikogo nie straszył i nie nachodził. Prawie sielanka.

Nagle... bomba!!! Właścicielka poskarżyła się straży miejskiej!!! Musi mieć bardzo dużo czasu, aby zajmować się 4 kotami, którymi w dodatku już się ktoś zajmuje.

Straż miejska zadzwoniła do Gospodarza jako że nie ukrywał swojej tożsamości. W końcu, czy można go posadzić za działalność charytatywną???
Gospodarz wyjaśnił, że nie karmi kotów "zepsutymi odpadkami rzucanymi na działkę" (cytat ze skargi) ale takim samym jedzeniem jakim karmi swoje koty nakładanym do misek; i że koty te nie są "siedliskiem chrób", ale są leczone w miarę konieczności przez Gospodarza wyłącznie własnym kosztem.
Wszystko to wyczerpuje znamiona działalnośći charytatywnej.

Właścicielka została wezwana do straży miejskiej i pouczona, żę jej obowiązkiem było zająć się tymi kotami (zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt). Jeżeli zdecyduje się przekazać je do schroniska to winna przedstawić straży miejskiej stosowny dokument (najbliższe schronisko przyjmujące koty jest w Łodzi). Jeżeli zaś koty by nagle zniknęły lub zostały otrute, to będzie ona pierwszą podejrzaną i może zostać na nią złożone doniesienie w prokuraturze.

Gospodarz chciałby zobaczyć jej minę, kiedy tego wszystkiego wysłuchiwała :))))

W sprawie jak dotąd panuje spokój. Gospodarz i kotki nie są szykanowani. Wszyscy mają nadzieję, żę może wreszcie będzie spokój.

Wszystko to zostało tu spisane dla pomocy tym, którzy mają podobne problemy.


strona główna - po co to? - koty i inni - genealogia - fotokotki - galeria obrazów - kronika - historia - archiwalne komentarze Dionizego - koty polne - nasi goście - dodaj nasz link - kocie linki - inne linki - wyszukiwarki - co nowego? - mapa strony - księga gości - miauknij do nas
© Copyright 2000-2017, all rights reserved, design and  webmaster: seven-cats.com